Podobno ludzie nie czytają

Od wielu lat krąży legenda o Polakach, którzy nie czytają. Nikt ich nigdy nie widział, ankiety dokumentującej tę sprawę też nikt nie wypełniał. Co z tymi nieczytającymi? Czy to faktycznie przez nich rynek książki upada?

Nieczytający Polacy znani są wszystkim. Rozmowy o tajemniczych ludziach, którzy w roku nie przeczytali żadnej książki są częste i idealne do śniadaniowej telewizji. Tutaj warto wspomnieć o ankietach. Kto wypełniał formularz traktujący o liczbie przeczytanych książek? Co z raportami Bibliotek Narodowej, które tworzą obraz Polaka-analfabety? Na czym się opierają dane? Tak jak na podatki jesteśmy skazani na walkę z fałszywymi oskarżeniami. Kolejki w księgarniach nie odwracają uwagi przeżywających upadek intelektualny w naszym kraju. Owszem, mogłoby się sprzedawać więcej książek, ale równie dobrze mogłoby się ich wydawać mniej. Statystyki są krzywdzące i nie od dzisiaj wiadomo, że wrednie kłamią.

Jest wielu ludzi, którzy nie czytają – nie kupują książek, nie lubią literatury, nie znają jej historii. To prawda i to w dodatku niezmienna, więc akcje uświadamiające i zachęcające mają marne szanse na powodzenie. Media chwytają każdą informacje o tym, że Polacy nie widzieli nigdy księgarni, boją się bibliotek i w dodatku nie czytają zupełnie nic, więc nie chodzi tylko o zaangażowaną literaturę z RPA. Tworzą automatycznie obraz nieczytającego Polaka i upychają go do ulubionej szufladki.

Lista książek wyklętych?

Młodzi krytycy, zaangażowani humaniści ubolewają nad tym, że młodzież nie docenia literatury pięknej XVIII wieku, co jest dla nich równe z zaawansowanym procesem durnowacenia wywołanym Facebookiem. Ile jednak znają przykładów młodzieżowej literatury współczesnej? Niewielu czyta pewnie powieści Alyson Noel. Krzysio Ibisz i koleżanka Kinga napisali świetnie sprzedające się książki. Żaden wielki filolog nie analizuje książek, które na wstępie uznaje za nieatrakcyjne literacko i intelektualnie – to naturalne. Czy raporty i ankiety też nie biorą pod uwagę liczby sprzedanych książek „celebrytów”? Te opowiastki sprzedają się, są dodrukowywane, a ludzie sięgają po nie chętniej niż po twórczość klasyków. Najważniejsze chyba, że jednak sięgają.

A właśnie, że czytają!

Polacy czytają. Ci, którzy nie czytają nie powinni nas zupełnie obchodzić, skoro nikt nie pyta ich dlaczego. Kto powiedział, że wszyscy musimy być miłośnikami literatury i intelektualistami, którzy rzucają intertekstualnymi żartami? To tak, jakby uczepić się hasła: „Tak niewielu Polaków nie programuje – zatrważający raport!” Nie każdy wieczorami odpoczywa przy Mdłościach Sartre’a, więc niech bibliofile odczepią się od całej reszty i zastanawiają się nad analizą kolejnego tomu poezji konkretnej. Warto też wspomnieć, że często ci związani z literatura dosyć mocno, nie mają siły i czasu na rozrywkę przy książce każdego wieczoru.