Tradycyjna książka czy e-book?

Podobno ludzie nie czytają książek. Może. Ale na przykład książki Stiega Larssona sprzedają się w nakładach rzędu dziesiątek milionów egzemplarzy. Kto więc to czyta i wykupuje milionowe nakłady grubszych od cegieł tomów? Kto kupuje czytniki e-papieru, urządzenia które stają się coraz popularniejsze przede wszystkim wśród młodych ludzi, którzy przecież – jak dowiadujemy się ze statystyk – coraz mniej czytają?

Gdzieś wśród tych liczb kryje się błąd, podobny do tego, że jeśli jest dwóch mężczyzn i jeden z nich codziennie bije swoją żonę, to statystycznie każdy z mężczyzn bije swoją żonę co drugi dzień.

Tradycyjna książka czy książka elektroniczna?

Ale mniejsza ze statystyką. Bo jeśli mowa o czytnikach ebooków, takich jak czytnik Kindle, to warto zauważyć ciekawe zjawisko. Całkiem często można spotkać się z bardzo zdecydowanymi postawami wobec nowego, elektronicznego trendu czytelnictwa. Ludzie zajmują wobec czytników skrajne stanowiska: kochają je, albo ich nienawidzą.

Część osób twierdzi, że z chwilą gdy oferta książek na czytniki znacząco się zwiększy, w ogóle przestaną kupować ich wersje papierowe. W stanie wojny z nimi znajduje się inna grupa osób, które przysięgają, że nigdy nie będą korzystać z żadnego czytnika, bo uwielbiają szelest kartek i zapach papieru klasycznej książki (tak mówią przynajmniej do momentu, kiedy nie zobaczą na żywo, a nie tylko na zdjęciach w Internecie jakiegoś Kindle’a, bo wtedy wielu zaciekłych przeciwników czytników zadziwiająco łatwo zmienia zdanie).

Tego rodzaju konflikty już były

Tymczasem cała ta dyskusja, która od czasu do czasu wybucha gwałtownie na różnych forach czytelniczych i blogach, przypomina dyskusję zwolenników telewizji ze zwolennikami kina.

Faktem jest, że na niektóre filmy chce się pójść do kina. Na inne nie. I bez żalu ogląda się je w telewizji, pijąc przy tym gorącą herbatę zamiast zimnej coli i zajadając domowe ciasto, zamiast popcornu z automatu.

Telewizja jest wszechobecna, ale nie zabiło to kina.

Czytniki książek elektronicznych mają kilka bardzo mocnych zalet. Między innymi pozwalają na zakup książek z każdego miejsca na świecie, gdzie jest tylko dostęp do Internetu. Możesz ściągnąć książkę na czytnik kiedy tylko zapragniesz w kilkadziesiąt sekund. Czytnik jest niewielki, mobilny, a jednocześnie mieści w swojej pamięci nawet do kilku tysięcy książek.

I chyba nikt nie ma wątpliwości: coraz więcej czytników będzie trafiać do rąk coraz liczniejszej grupy ludzi.

Ale nie zabije to książki papierowej. Tak samo, jak telewizja nie zabiła kina.

Współistnienie zamiast walki

Nie oszukujmy się: nie każdą książkę chce się mieć pięknie wydaną i stawiać ją na regale w salonie. Pewnie, że znajdą się takie, które będziesz chciał wziąć do ręki i zaszeleścić zadrukowanymi kartkami czytając w domu. A jednocześnie w swoim czytniku będziesz trzymać jej wersję mobilną, aby zawsze mieć tekst książki przy sobie.

Ale z książką prawdopodobnie stanie się to samo, co z filmem. Tak jak potencjalne przeboje filmowe są wyświetlane w kinach, a potem także w telewizji, podobnie stanie się z książką. Potencjalne przeboje książkowe będą dostępne zarówno w wydaniu papierowym, jak i elektronicznym. Inne będą dostępne tylko jako elektroniczne pliki, bo nikt nie zaryzykuje wydania ich w określonym, papierowym nakładzie.

Ale to w gruncie rzeczy świetna wiadomość. Bo z jednej strony w lasach zostanie więcej drzew. A z drugiej – dobre książki, które mogłyby nigdy nie zostać wydane i przez lata zalegać w szufladach autorów, a które okażą się nieprzewidzianymi przebojami na czytnik – doczekają się swoich wersji papierowych.